Władyka Nikolaj  (Velimirović)

STO MYŚLI O CHRZEŚCIJAŃSKIM POJMOWANIU MIŁOŚCI


Na twoją prośbę, córko moja, piszę to ja, skromny Kalistrat.

Tak jak wszystkie rzeczy we wszechświecie, razem z ich właściwościami i działaniami, są jedynie symbolem duchowych rzeczywistości, tak i ziemska miłość. To co ludzie na ziemi nazywają miłością, tak naprawdę jest tylko bladym symbolem prawdziwej niebiańskiej miłości.

Wszystkie byty można podzielić na niestworzone i stworzone. Bóg jest niestworzony, a wszystko pozostałe stworzone. Również miłość jest niestworzona; niestworzona i wieczna. Miłość nie jest Bożym atrybutem, lecz imieniem Bożym – jednym z imion Boga – i istotą Bożego bytu. Dlatego też zostało powiedziane: „Bóg jest miłością”.

Zostało również powiedziane, że Bóg jest Prawdą i Słowem. Cudowne jest to słowiańskie słowo – Prawda  – które doskonale określa Tego, który zawsze jest ten sam. „Jestem Ten, który jestem”; krócej: jestem ten sam, niezmienny, po staro-cerkiewno-słowiańsku Syj (Ten który jestem), w jęz. greckim ????. A Słowo jest wyrazem Boga ukrytego. I tak jak Prawda i Słowo wiecznie są u Boga i Bogiem, tak samo i Miłość. I tak jak Słowo mówi o sobie: „Jestem alfa i omega, początek i koniec”, tak i Miłość może za siebie powiedzieć: Jestem alfa i omega.

Jako Miłość, Bóg objawił się rodu ludzkiemu przez objawienie Świętej Trójcy w jedności, Ojca, Syna i Świętego Ducha – Jednego Boga oraz poprzez wcielenie Boga Słowa. W Starym Testamencie, a jest to Testament Prawa, Bóg jest zapowiedziany tylko jako Święta Trójca, choć również Miłość jest niedostrzegalnie i jakby mimochodem postawiona między wieloma innymi przykazaniami Zakonu. [V Mojż 6:5;  III Mojż 19:18]. Świat nie dojrzał wówczas do przyjęcia nauki o Świętej Trójcy, a wobec tego i o Miłości. A te dwie rzeczy są nierozdzielne. Przykazanie o miłości, ostatnie z przykazań Starego Testamentu, stało się pierwszym przykazaniem Nowego Testamentu.

W świecie pogańskim istniała wiara w trójcę, lecz ani nie w świętą, ani w jednolitą. Hindusi wierzyli, i po dziś dzień wierzą, w doktrynę Trimurti, to jest w trzech najwyższych Bogów, z których jeden - Siwa, to diabeł i burzyciel wszystkiego co dwaj pierwsi, Wiszna i Brahma, stworzyli. W starożytnym Egipcie także wierzono w triadę bóstw, ale jako rodzinę z cielesną miłością, z której to Ozyrysowi i Izydzie urodził się Horus i którego Ozyrys zabił, co spowodowało rozpad tego małżeństwa. Przed Chrystusem ludzie, swoim umysłem i wysiłkiem mogli stworzyć wielkie cywilizacje, na wszystkich kontynentach świata, ale nie mogli dojść do prawidłowego pojmowania Boga jako Świętej Trójcy w Jedności, a co za tym idzie i Boga jako Miłości.

Islam, choć jest to jedna z względnie wyższych religii, nienawidzi nauki o Bogu jako Świętej Trójcy. W Koranie ta nauka jest wyśmiana. A na meczecie Omara w Jerozolimie wyryty jest w ścianie ten oto nakaz: „Prawowierni, wiedzcie, że Allach nie ma Syna”. I również dlatego właśnie, według tej wiary, że Bóg nie ma Syna, nigdzie w Koranie nie mówi się o Bożej miłości, a jedynie o Bożej sprawiedliwości i miłosierdziu. Mimo, że Mahomet swoją naukę czerpał ze Starego Testamentu, to jednak nie przeczytał on słów Najwyższego: „Czy Ja mam doprowadzić płód do samego łona, a nie dopuścić do porodu? – mówi Pan – albo czy Ja, który doprowadzam do porodu, mam zamknąć łono?” [Izaj 66:9]. I nie dotyczy to tylko Mahometa, ale i starożytnych Aryjczyków i współczesnych Unitarianistów.

Wiedz i zapamiętaj moja córko: Tajemnica Świętej Trójjedności jest wewnętrzną tajemnicą istoty Bożej. Tą swoją intymną tajemnicę Bóg nie mógł objawić narodom , ani bez zakonu, ani przez zakon. Ani przez ludzi, ani przez wielkich proroków. Przez wybranych proroków zapowiadał jedynie, wystarczająco jasno i pewnie, przyjście na ziemię i Wcielenie swojego Syna, przez którego „ziemia będzie pełna poznania chwały Pana, jak morze wodami jest wypełnione” [Izaj 11:9;  Hab2:14]. A główne poznanie, które obwieści Syn, będzie pełnym chwały poznaniem Boga jako Świętej Trójcy, której jednym z imion jest Miłość.

Wieczny Ojciec miłuje Syna i Świętego Ducha. Wieczny Syn miłuje Ojca i Świętego Ducha. Wieczny Duch miłuje Ojca i Syna. Wszystko w niewyobrażalnej jedności, niepodzielnej i neslivenom. Wszystko bezcielesne i duchowe. I tak z wieczności w wieczność, bez początku i bez końca, bez zmian, bez zmniejszania albo powiększania, bez wpływu czasu i przestrzeni oraz jakichkolwiek zewnętrznych zdarzeń.

Wyobrażać sobie Boga bez Syna, to tak samo jakby wyobrażać sobie Boga bez Miłości. Albowiem każda miłość domaga się obiektu miłości. Ty wiesz, moja córko, że kiedy ktoś z ludzi mówi: „Kocham”, my natychmiast wedle logiki pytamy się: „Kogo kochasz?” Kogo by więc Bóg Ojciec miłował w wieczności, przed stworzeniem świata, jeśli nie miałby Syna, jako obiektu swojej miłości? Oznaczało by to, że nie umiał On miłować ani nie był w swojej istocie Miłością przed tym, jak stworzył świat, jako obiekt swojej Miłości. A to z kolei znaczyłoby, że Bóg wraz ze stworzeniem świata otrzymał coś, czego wcześniej nie miał, i przez to zmienił się. To jest bezsensowne, nielogiczne i przeciwne Bożemu Pismu Świętemu, w którym jest poświadczone z nieba, że „u Boga nie ma zmian”.

Kto nie wierzy w narodziny Boga Syna od Boga Ojca, ten w ogóle nie może Boga nazywać Ojcem. A jeśli ktoś tak Go nazywa, to nie mówi prawdy. Albowiem dlaczego jest on Ojcem, jeśli nie ma Syna? Chyba tylko Ojcem honorowym, albo tytularnym, tak jak dzieci czasem zwracaja się do każdego starego człowieka: „Ojcze!” Ktoś powie, że Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi, lecz my wtedy od razu odpowiadamy: Bóg jest Stwórcą wszystkich ludzi, a nie Ojcem. On nie zrodził ludzi, lecz ich stworzył. Jeśli kowal ma rodzonych synów i wykute podkowy, czyż nie będzie widział różnicy między swoimi rodzonymi dziećmi a swoimi produktami? Nikt nie może bez kłamstwa nazywać Boga Ojcem, a nie uznawać Jego przedwiecznie zrodzonego Syna, który jako jedyny posiada moc, by stworzone przemienić w zrodzone. Apostoł Chrystusowy stanowczo powiedział: „Każdy, kto podaje w wątpliwość Syna, nie ma i Ojca; kto wyznaje Syna, ma i Ojca” [I Jan 2:23; 4:16].

W drugim członie naszego „Symbolu wiary” my wyznajemy naszą wiarę „w jedynego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Światłość ze światłości, Boga prawdziwego z Boga prawdziwego. Zrodzonego, a nie stworzonego”. Ach, jakże musimy być wdzięczni Świętym Ojcom Cerkwi, którzy tę prawdę podkreślili i potwierdzili. W innym wypadku bylibyśmy kłamcami, kiedy mówilibyśmy o Ojcu bez Syna. Albowiem, jeśli Ojciec nie ma Syna, czyim byłby Ojcem i dlaczego byłby nazywany Ojcem? I wszystkie nasze słowa o Miłości byłyby jedną tęskną pieśnią bez realnego uzasadnienia.

Bóg jako Miłość tłumaczy się wyłącznie przez Boga jako Świętą Trójcę. W tym tkwi klucz do tajemnicy miłości, moja córko. Miej to stale w pamięci. I wierz słowom wielkiego Izaaka Syryjczyka: „Miłość jest słodsza od życia”. A ja dodaję: „i silniejsza od śmierci”.

Kiedy mówimy o miłości w Świętej Trójcy, ciągle mamy w pamięci, że Bóg jest duchem i cała miłość w Bogu jest duchowa. Ojciec miłuje Syna tak mocno, że cały jest w Synu; i Syn miłuje Ojca tak mocno, że cały jest w Ojcu; i Święty Duch wedle miłości cały jest w Ojcu i Synu. Syn Boży poświadczył to słowami: „Jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie” [Jan 14:10]. I Syn w Świętym Duchu, i Święty Duch w Synu. W Piśmie Świętym napisane jest, jak zmartwychwstały Chrystus na apostołów „tchnął i powiedział im: Weźmijcie Świętego Ducha” [Jan 20:22]. To, co ktoś nosi w sobie, może dać z siebie...

Cechą miłości jest to, moja córko, że zakochana osoba pragnie utonąć w umiłowanej osobie. Taka jest gorąca miłość Ojca względem Syna, jakby On chciał utonąć i zniknąć w Synu. I odwrotnie. Taka jest miłość Świętego Ducha względem Ojca i Syna. Ale według nieosiągalnej konieczności wszystko pozostaje tym, czym jest. Dlatego o Świętej Trójcy mówi się: „niepodzielna - neslijana”. Jest niepodzielną, ponieważ jest jedną wedle istności i miłości; neslijana, ponieważ jest indywidualna wedle ipostasima. Jeden trójjedyny płomień bytu, życia i miłości. Na tym wspaniałym płomieniu boskiej Miłości palimy i my nasze małe i wilgotne świece ziemskiej miłości, które się chwieją, dymią i łatwo gasną. A to, że trzy osoby się nie zlewają i nie rozdzielają jest skutkiem miłości każdej osoby względem pozostałych dwóch. Ponieważ każda z nich dąży do gloryfikacji i wysławienia dwóch pozostałych osób Świętej Trójcy. Wyjaśniają to słowa Syna Bożego: „Ojciec mój jest większy ode mnie”

Miłość do jednej osoby to nie miłość, lecz samolubstwo i egoizm. Z tego powodu Mahomet nie wspominał o miłości mówiąc o jednoimiennym Allachu, a jedynie o  sprawiedliwości i miłosierdziu. – Miłość we dwoje szybko się ochładza i przechodzi w smutek. Z tego powodu bezdzietność w Stary Testamencie uważano za przekleństwo. I dzisiaj tak się uważa na Bałkanach, w Rosji i na całym Wschodzie. Pełna miłość to miłość we troje. Tak jest na ziemi dlatego, że tak jest w niebie. Nie jest zatem dziwne, że liczba „trzy” odgrywa tak ważną rolę we wszystkich tworach Trójjedynego Stwórcy.

Miłość nie pochodzi z ziemi, ale została dana z nieba. Święty Kasijan mówi: „Miłość należy wyłącznie do Boga, i do tych ludzi, którzy wznieśli w sobie obraz i podobieństwo Boże”. Świadoma miłość dotyczy świadomej osoby. Nie zasady lub idei albo jakiegoś bezosobowego tworu, ale właśnie osoby. Gdzie nie ma wzajemności i miłości, tam nie ma miłości. A  zasada, albo idea, albo bezwiedny twór, bądź to Boży bądź ludzki,  nie może nas miłować, choćbyśmy go nie wiadomo jak kochali. My nie mówimy o tej miłości, lecz mówimy o tej, którą czuje osoba do osoby i która jest „niepodzielna i neslijana”.

Doskonała osoba, z doskonałą świadomością, z doskonałym umysłem i doskonałą siłą, może posiadać doskonałą miłość. Tą osobą jest nasz Bóg. Cokolwiek każdy człowiek czyni dla swojej osoby, czyni to, gdyż jego Stwórca również jest osobą. To, że wszyscy ludzie cenią miłość ponad wszystko, to dlatego, że ich Stwórca również jest Miłością. I tak od początku aż do dzisiaj i na wiek wieków.

Zawsze się niższe udowadnia wyższym, a nie odwrotnie. I ludzkie istnienie udowadnia się istnieniem wyższych bytów, wyższych sił i inteligencji od ludzkiej. Pewien europejski filozof powiedział: „Myślę, więc jestem”. I te jego słowa zostały roztrąbione po całym świecie jako coś wielkiego. W rzeczy samej, myślałem ile chciałem, ale ja nie istnieję, jeśli nie istnieje ktoś większy ode mnie, ktoś, kto by wymyślił mnie i cały świat. Jeśli Bóg nie istnieje, jako wyższa ode mnie inteligencja, pewnym jest, że i ja nie istnieję; jestem jedynie jakąś przemijającą zjawą, widmem, którą wichry wzniosły z kurzu i przez chwilę ukształtowały, żeby potem na nowo rozsypać w ten sam kurz, bez celu i śladu. Tak samo i miłość. Jeśli miłości nie ma u Boga i od Boga, to jest to tylko pewna sentymentalna tęsknota, którą ludzie stosują jak narkozę, żeby małą bezmyślnością załagodzić wielką bezmyślność życia.

„Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim” [I Jan 4:16]. Wieki i pokolenia ludzkie z utęsknieniem oczekiwały by usłyszeć te życiodajne i niosące światłość słowa jak gwiazdy prowadzącej, podobnej do gwiazdy Betlejemskiej. A te słowa słyszał tylko apostoł, odczuł i powtórzył je tak, jak je przyjął od swojego Pana. Bóg prawdy i Miłości to jedyny wieczny Bóg, który nie ma styczności i wspólnoty z „bogami” kłamstwa i nienawiści. Tym objawieniem Chrystus zburzył wszystkie politeistyczne panteony, w których bogów dobra i zła wyobraźnia ludzka stawiała na równym poziomie.

Nie łatwo jest pojąć, dlaczego Bóg stworzył światy, najpierw świat bezcielesny, anielski, a potem fizyczny, cielesny, z człowiekiem na szczycie. Jeśli trójjedyny Bóg jest doskonały i samowystarczalny w pełni życia, miłości i chwały, to dlaczego stworzył światy niższe od siebie? (Mówimy, niższe od siebie, gdyż nikt nie może stworzyć czegoś równego sobie. Urodzić, tak. Bóg Ojciec zrodził Syna równego sobie; i człowiek rodzi dzieci równe, według bycia i istoty, sobie). Cerkiew – i tylko Cerkiew – daje odpowiedź: Z przeobfitości swojej miłości w samym Sobie, Bóg stworzył wszystkie światy, niewidzialne i widzialne, poprzez swojego jednorodzonego Syna, by dogodzić swojemu Synowi. Czy Synowi dla zabawy, czy też z jakiegoś innego powodu? My tego nie mówimy. Bogu nie potrzeba zabaw. Jego potrójna miłość przewyższa każdą radość zabawy i każdą słodycz wesela. Ani też Doskonały, Samowystarczalny niczego nie potrzebuje, gdyż wszystko ma w sobie samym.

W nieskończonej miłości do swego Ojca, Syn chciał dogodzić Ojcu tym, że stworzyłby mu więcej synów, a sobie więcej braci; niższych od siebie ale wedle miłości zrównanych ze sobą poprzez usynowienie . I w Wiecznej Radzie Ojciec i Święty Duch zgodnie zaaprobowali, w zamian za miłość Syna, stwarzanie przez Syna światów. I tak poprzez Syna powstało wszystko, co powstało, „im?e vs? by[a”. A Syn Boży jest nazywany Logos Boży, albo Słowo Boże, tj. obraz Boży; tak, Pieśń Boża, przez którą objawia się majestat i chwała i mądrość, i miłość Boża. Komu się objawia? Nowostworzonym światom [Kol 1:15-17].

Przejąwszy inicjatywę stwarzania, Syn przyjął również i odpowiedzialność przed Wieczną Radą za stworzone światy, a ponadto jeszcze i dobrowolną zgodę, że złoży z siebie ofiarę, jeśli by tylko zaszła taka potrzeba, jak prostodusznego i przeczystego baranka, przeznaczonego na ofiarę „już przed założeniem świata” [I Piotr 1:20]. Tak zaczęła się pewna nieporównywalna epopeja nad epopejami: epopeja stwarzania świata, jego upadku, odkupienia, zmartwychwstania i odnowienia. Wszystko tak jak było powiedziane i prorokowane. A wszystko z jednym jedynym motywem: Miłość. Ponieważ Bóg jest Miłością i w Nim nie ma innych motywów poza Miłością, moja pobożna i nabożna córko.

I stworzył Syn Boży niezliczone niebiańskie inteligencje archaniołów i aniołów, bezcielesnych i bliskich Bogu duchów. Stworzył ich podobnymi Bogu, mocnymi i przepięknymi. I dał im wolność. Jedyny Bóg nie nadużywa wolności. Jeden z wielkich aniołów, Satanail, nadużył danej mu wolności i został nieskończenie oddalony od obecności Bożej, wraz z legionami swoich zwolenników, oraz strącony do Piekła, w skrajną ciemność. Po tym Słowo Boże, wedle Wiecznej Rady, stworzyło w ciałach Adama mężczyznę i Ewę kobietę i postawiło ich w Raju. Ale zwiódł ich szatan za pomocą kolorowego węża, a oni zgrzeszyli przeciw Bogu. Bóg nie chciał przebaczyć szatanowi grzechu, ponieważ zgrzeszył w całkowitej bliskości Boga. A człowiekowi chciał przebaczyć, bo ten został zwiedziony przez szatana. Chciał wówczas Bóg przebaczyć Adamowi, ale nie bez pokuty i dostatecznej ofiary. I Syn Boży, Baranek Boży, poszedł na zarżnięcie dla odkupienia Adama i jego rodu. Wszystko z miłości. I sprawiedliwości, pytacie? Tak, i sprawiedliwości, bo sprawiedliwość jest włączona w Miłość.

Tak „objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy (pierwsi) umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze” [I Jan 4:9-10]. Zatem po pierwsze, pokazał on miłość do nas i dlatego oczekuje, że i my okażemy swoją miłość do Niego. Chcemy czy nie chcemy – od tego zależy albo wieczna nagroda wiernej miłości albo też wieczna męka zdradzieckiej miłości. Albowiem w pozaczasowej wieczności nie ma niczego czasowego, wszystko jest wieczne, zarówno radość jak i cierpienie.

W Jezusie Chrystusie, swoim Synu ukazał Bóg miłość „która przewyższa rozum”. Ten, przez którego Święta Trójca stworzyła świat, pojawia się jako człowiek w ciele, by przekazać człowieczeństwu miłość Świętej Trójcy, dotąd nieznaną światu. Jak się pojawia?  Tak, jak nie wstydzi się tylko wielka miłość, że pojawia się dla zbawienia umiłowanego: w poniżeniu, w służeniu, w cierpieniu, wreszcie w najwyższym poświęceniu.

W opowieściach i balladach o rycerzach, czytamy jak to oni, z miłości do swoich narzeczonych, chętnie szli na cierpienia, czasem nawet i na śmierć. A te ich narzeczone, jak to opisują poeci, były godne ich miłości i poświęcenia. Ale bezgrzeszny i przeczysty Chrystus wytrzymał poniżenia, męki i straszną śmierć, nie za jakąś niewinną, wierną i dobrą dziewczynę, ale za grzeszników i rozpustników, za morderców, kłamców, złodziei, porywaczy, rozbójników, krzywoprzysiężców i bezbożników, za brudne i śmierdzące dusze ludzkie, od których czuć było śmiertelną zgniliznę i jeszcze przed śmiercią były śmiercią. „Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi (...) umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” [Rzym 5:6-8]. Czyż nie jest to Miłość, która przewyższa wszelki rozum?

„Miłość nie szuka swego” [I Kor 13:5] mówi apostoł, nauczony przykładem swojego Nauczyciela. Wszystkie swoje słowa i dzieła Syn Boży przypisuje Ojcu. „Mówię światu to, co usłyszałem od Niego”. „Zstąpiłem z nieba, nie po to by wypełniać swoją wolę, lecz wolę Ojca, który mnie posłał”. „Aby zakończyć Jego dzieło”. „Tak jak mi Ojciec przykazał, tak czynię”. „Niech świat widzi, że mam miłość ku Ojcu” [patrz: Ewangelia św. Jana]. /Ach, jeśli by wszyscy synowie człowieczy tak miłowali swoich rodziców!/. Zatem Syn wyrzekł się swojej woli i wszystko przypisał Ojcu. Ani też nie szuka On sławy dla siebie, lecz dla Ojca. Z drugiej zaś strony, Ojciec miłuje Syna i „wszystko mu ukazuje”. Ani też Ojciec nikogo nie sądzi, „ale wszelki sąd oddał Synowi”. I jeszcze więcej: „Ojciec miłuje Syna. I wszystko przekazał w ręce jego”.

W miłości Ojca i Syna w pełnej mierze uczestniczy Święty Duch. Świętemu Duchowi zostało umożliwione zrodzenie Syna z niezamężnej Panny Maryi. Święty Duch objawił się pod postacią gołębicy przy chrzcie Jezusa. Pełen Świętego Ducha wrócił Jezus z rzeki Jordan. Świętym Duchem Jezus wypędzał złe duchy z ludzi. Święty Duch zstąpił na apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy. „Bóg pojawia się w ciele, a udowadnia się Duchem”. „Ci którzy zachowują się zgodnie z Duchem Bożym, ci są synami Bożymi”. Jedyne nieprzebaczalne bluźnierstwo, to bluźnierstwo przeciwko Świętemu Duchowi [Mat 12:31]. Duch życia, siły, mądrości, prawdy, modlitwy, pokoju, radości, pocieszenia, osiedla się w wierzących w Chrystusa, jak w swojej świątyni. On przedłuża ciało Chrystusa jednocząc wiernych i jedno uświęcone ciało, którym jest Cerkiew jako „kolumna i twierdza prawdy”. I ponad wszystkim „miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany” [Rzym 5:5].

Gdy więc się mówi: „Bóg jest miłością”, to rozumie się przez to, że cała Święta Trójca jest Miłością. I Ojciec jest Miłością, i Syn jest Miłością, i Święty Duch jest Miłością. Źródłem i prawzorem Miłości między aniołami i ludźmi; źródłem, które dając nie ubożeje, a przyjmując nie bogaci się.

Posłuchaj, córko, tych słów o niewypowiedzianej odwadze, która właściwa jest tylko Miłości. To z miłości Syn Boży był poniżany, służył, nauczał, leczył, żywił, poił, poprawiał i wyprostowywał, weselił się, męczył, cierpiał, przebaczał i umarł. „Syn Człowieczy nie przyszedł aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu” [Mat 20:28]. Kiedy służył, służył z radością, kiedy się poświęcał, poświęcał się z całą przyjemnością, nie martwiąc się o siebie, ale ciągle spoglądając w wieczne ognisko Miłości w niebiosach, na Tych Dwoje. To było łatwe dla Syna Wiecznej Miłości. To jest łatwo dla ludzi z miłością. Dlatego Nil Synajski mówi: „Wszystko to będzie łatwe do uczynienia i wytrzymania, skoro zdobędziesz Świętą Miłość. A gdzie nie ma miłości, tam nie ma pomyślności” – i wszystko jest trudne i niemożliwe.

Miłość jest radością, ceną Miłości jest poświęcenie. Miłość jest życiem, ceną Miłości jest śmierć.

Ci, którzy kochają ziemskie bogactwa, władzę i sławę, niemiłosiernie prześladują innych ludzi by służyli ich nierozumnej „miłości”. I gotowi są poświęcać tej swojej „miłości” wszystko i wszystkich, z wyjątkiem samych siebie. Ich jedynym strachem jest obawa przed służeniem innym i poświęcaniem się za innych. Książęta i dowódcy człowieczy, rzucali na śmierć legiony dla zdobyczy i dla swojej sławy. To jest dzieło szatana, człowiekobójcy. A nie Miłującego Człowieka Pana, nie Jego. On zstąpił z niebiańskiego tronu chwały, by swoją osobistą służbą i ofiarą objawić Miłość Bożą względem ludzi. Miłość Chrystusa jest przykładem największej odwagi. To jest odwaga, przed którą drży i śmierć i Piekło.

Spójrzmy teraz na początek początków, córko człowiecza. Dopóki Ewa miała w sobie Miłość Bożą, cała ona była oddana Bogu. I miłowała Boga Świętą Miłością, całym sercem, całą duszą i całym myśleniem swoim. Miłość wobec męża, jak i miłość względem wszystkich wspaniałości Raju, bledła przed jej miłością do Boga. Wszystko inne co kochała, kochała z powodu Boga i przez Boga, a nic co by nie widziała w światłości swojego umiłowanego Stwórcy. I cała jej dusza ubrana w lekką, przejrzystą i nieodczuwalną szatę ciała, wypełniała się niewypowiedzianą rozkoszą i słodyczą Bożej Miłości. W miłości do Pana Boga mogła ona konkurować z Cherubinami. Żadne pragnienie za czymś poza Bogiem nie wchodziło w jej serce ani nie stykało się z jej umysłem. Miłością do Boga ona żyła, oddychała i weseliła się. Taka była pramatka rodu ludzkiego. Taki był i praojciec Adam.

Adam i Ewa byli bogami, małymi bogami – takimi, jakimi są i wszyscy aniołowie niebiescy. Niech cię nie przestraszą te wielkie słowa, córko moja, które często powtarzają się w prawosławnych świętych księgach. To, że Adam i Ewa byli bogami, to już było zawarte w słowach Św. Trójcy: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz” [Rodz 1:26]. Także i później prorok jasno o tym powiedział: „Wyście bogami i (...) synami Najwyższego” [Ps 82:6]. A te słowa powtórzyły i potwierdziły boskie usta Zbawiciela świata: „Bogami jesteście” [Jan 10:34]. Na podstawie tego, mądry Maksym Spowiednik radzi: „Oddajmy się cali Bogu, byśmy Go przyjęli (do siebie) całego i przez Niego stali się bogami”. Podobnie mówią i inni prawosławni teologowie.

Dopóki wizja Boga prawdy i miłości jaśniała w duszach Adama i Ewy, oni zaiste byli bogami w takiej mierze, w jakiej Stworzyciel, swoją Miłością, czyni swoje rozumne stworzenia bogami. Wzmocnił to jeszcze Chrystus odpowiadając na jedno niemądre pytanie Sadyceusza, powiedziawszy, że ludzie po śmierci „przy zmartwychwstaniu ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie w niebie” [Mat 22:29-30]. Również  ustami psalmisty aniołowie nazwani są bogami „Bóg wstaje na Zgromadzeniu Bożym, pośród bogów sprawuje sąd” [Ps 82:1].

Jaki to byłby bóg, choćby i mały, jeśli nie miałby swobody w działaniu? Tylko wielki i jedyny wieczny Bóg nie nadużywa swej wolności. Szatan, jeden z małych bogów, używa swojej wolności na swoją i innych niekorzyść. Tak samo było i z prarodzicami rodu ludzkiego. Skoro tylko znikła miłość, umysł popadł w ciemność. Razem z grzechem znikła i wolność. Gdyby Ewa pozostała w Miłości Bożej, to wówczas wraz z mężem rodziłaby dzieci, ale „nie z pragnień cielesnych ani z żądz męża, lecz z Boga”.

Zaś w pewnym fatalnym momencie pobożna Ewa uległa pokusie „pierwszego wśród nadużywających wolności”. Oszukał ją szatan, niegdyś archanioł, a potem „ojciec wszelkiego kłamstwa, ludzki oprawca” i przeciwnik Boży. Słodkością kłamstw połechtał on uszy kobiety. Tak to jej w istocie rzekł: „Jedzcie z tego zakazanego drzewa, a otworzą się wam oczy i będziecie bogami. Wie o tym – mówi – Bóg i dlatego zabronił wam, abyście nie byli tacy jak i On. On nie znosi rywali, jest zazdrosny”. Te słowa zabrzęczały w uszach Ewy, zaślepiły jej duchowy wzrok i zmąciły jej umysł. Od razu uwierzyła oszczercy Bożemu, uwierzyła kłamstwu przeciwko Prawdzie, uwierzyła człowiekobójcy przeciw Miłującemu Człowieka. I w chwili, kiedy uwierzyła kolorowemu wężowi, kolorowemu kłamstwu, z jej duszy znikła harmonia, zwolniły się w niej struny boskiej muzyki i ochłodziła się miłość względem Stworzyciela, Boga Miłości.

W mętnej wodzie nie zobaczy się twarzy. Również Ewa nie widziała Boga w swojej zamąconej duszy. Spojrzała na drzewo, które pełne było pomieszanych owoców dobra i zła. Spojrzała w swoją zamąconą duszę i nie widziała już Boga w niej. Bóg ją już opuścił. Bóg i diabeł nie mieszkają pod tym samym dachem. Kobieta nie miała wtedy na kim polegać poza szatanem i swoimi cielesnymi oczami. I znów spojrzała oczami i zobaczyła, ża zakazany owoc jest dobry do jedzenia, miły do patrzenia i że daje dużo wiedzy. Wiedzy nie tylko o dobru, ale i o złu!. A pomieszane dobro i zło jest złem. W miejsce miłości trzy pragnienia wszystko wypełniły: pragnienie cielesnej rozkoszy, pragnienie posiadania i pragnienie wiedzy. Straciwszy Boga, zaczęła szukać oparcia w rzeczach. Ale pustkę, jaką nieobecność Boga pozostawia w duszy, nie może cały świat wypełnić.

Odłączywszy się od miłości Bożej, Adam i Ewa poczuli strach – powszedniego praojca grzechu – i zobaczyli, że są nadzy. Póki przebywali w Miłości Bożej, Bóg świecił z nich jak ze swoich świątyń – również z zewnątrz byli odziani w światłość i rzadko patrzyli na swoje ciała. Zauważ, że oni byli nadzy i przed grzechem, ale nie odczuwali tego, ani też się tego nie wstydzili. Skoro zaś tylko te trzy pragnienia zajęły w nich miejsce miłości, ich duchowe oblicze zamroczyło się i zaczęli patrzeć cielesnymi oczami i widzieć tylko ciała. Zubożona i obnażona dusza, bez łaskawej miłości Boga, widzi tylko to, co cielesne oczy mogą widzieć. Jak i ryba.

Na drzewie poznania pomieszane były owoce dobra i zła. I owoce zła przyciągały,  tak jak i zawsze, nie swoim smakiem, lecz wyglądem zewnętrznym: lśniącymi kolorami i pięknymi kształtami. Oszukana ciekawska kobieta zerwała i zjadła jako pierwszy owoc zła, a dopiero potem owoc dobra. Dlatego też urodziła najpierw złego Kaina, a dopiero potem dobrego Abla. I od tego momentu przedłuży się rodzenie złych i dobrych, poprzez wszystkie wieki i generacje ludzkie. Stąd właśnie konflikty, kłótnie, wojny, które przepełniają całą historię człowieczeństwa. Historia świata to makrokosmiczne drzewo poznania.

Niektórzy grzech Ewy traktują zbyt powierzchownie, moja córko. Mówią: „Co jest takiego strasznego w tym, że kobieta zerwała jakiś zakazany owoc?” Mówią tak, jakby na usprawiedliwienie nie tylko swojej pramatki, ale i samych siebie, zwabionych grzechem. Prakłamca nazwał Boga kłamcą i kobieta mu uwierzyła – czyż to nie jest straszne? Albowiem rzekł do kobiety: „Nie umrzecie, tak jak mówi wam Bóg, ale staniecie się bogami takimi jak i On, jeśli tylko będziecie jeść z tego zakazanego drzewa”. (Gdyby powiedział: staniecie się „bogami”, takimi jak i ja jestem, byłoby bliżej prawdy). I uwierzyła kobieta, że Bóg kłamie, a diabeł mówi prawdę. Cały ten proces odstępowania od Boga prawdziwego i przylegania do prakłamcy, jak i wyzbywanie się Miłości Bożej oraz napełnianie się cielesnymi pragnieniami, cały ten proces, mówimy, dokonał się w duszy Ewy jeszcze przed tym, jak sięgnęła po zakazany owoc. Do identycznego procesu dochodzi i dzisiaj u mężczyzn i kobiet, którzy popadają w grzech. Dusza przygotowuje, a ciało wykonuje.

Kiedy ludzie zostali obnażeni z Miłości Bożej, jedynej prawdziwej miłości, zaczęli nazywać swoje żądze i pragnienia miłością. Tak właśnie nazwali miłością pragnienie za cielesnymi rozkoszami, za ziemskim bogactwem, za ciekawymi wiadomościami jak i pragnienie za kontaktem płciowym, za władzą i zaszczytami, za tańcem i zabawą, za posiadaniem rzeczy. Wszystko to ludzie nazwali miłością ustami szatana, tylko po to, ażeby zapomnieć o Miłości niebiańskiej, jedynej nie fałszywej. To tak jakby więzień w więzieniu rozdrabniał swój czarny chleb na małe kęski, a następnie te kęski nazywał imieniem najsłodszych pokarmów, które niegdyś jadał na wolności. A to wszystko tylko po to, aby poprzez te iluzje mógł połykać gorzki więzienny chleb.

Liczne pragnienia, przerosłe cielesne miłostki nie mogły nigdy zastąpić prawdziwej Miłości ani uczynić ludzi szczęśliwymi. Przeciwnie, one czyniły ich coraz bardziej nieszczęśliwymi, ponieważ z daleka ich oczarowały, a z bliska rozczarowały. W kwiecie – róża, w dojrzałości – łopuch. Niezliczone pragnienia spowodowały rozkawałkowanie ludzkiego serca oraz konflikty wewnętrzne i zewnętrzne między synami człowieczymi. Wspaniale objaśniają to apostołowie Boży. Najpierw Jakub, brat Pański: „Skądże spory i skąd walki między wami? Czy nie pochodzą one z namiętności waszych, które toczą bój w duszach waszych? Pożądacie, a nie macie; zabijacie i zazdrościcie, a nie możecie osiągnąć (...) Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności.” [Jak 4:1-3]. Po tym Piotr „Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy, wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy” [I Piotr 2:11], a Paweł przestrzega: „według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej” [Gal 5:16]. I wiele więcej podobnych słów.

Ach, córko moja, spójrz jak wraz z utratą miłości zanikała i ludzka świadomość o prawdzie. Albowiem miłość i prawda są nierozdzielne. Stąd też, tak jak wiele pragnień zastąpiło miłość, tak wiele kłamliwych pojęć zastąpiło prawdę, a fałszywi bogowie – jedynego prawdziwego Boga. Każdemu ludzkiemu pragnieniu odpowiadało jedno fałszywe bóstwo. Wyraźnie to widać we wszystkich mitologiach, szczególnie w helleńskiej, która jest opracowana co do szczegółów i, niestety, opiewana wielkimi pieśniami. Pragnienia i namiętności ludzkie projektowane były na poszczególnych bogów i boginie, i tak to ludzie „znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności”. A gdy znikczemnieli, „mienili się mądrymi” [Rzym1:21-22] co jest również cechą najniebezpieczniejszego obłędu.

Tymi samymi trzema głównymi pragnieniami, które zły duch wywołał w sercu Ewy aby opróżnić jej serce z miłości, kusił ten sam zły duch i Chrystusa Zbawiciela na pustyni, nad Jerychem. A są to: pragnienie ziemskiej rozkoszy, pragnienie posiadania wszystkiego, co widzą oczy i pragnienie poznania – wszystko wbrew i przeciwko Bogu i Bożej Miłości. Lecz Jezus wygnał go od siebie rozkazując (a nie jak Ewa) „Idź precz, szatanie!” [Mat 4:10].

Tak uczynił Syn Boży na początku swojej zbawiennej służby ludziom. A na końcu powiedział Jezus do swoich uczniów: „Nadchodzi bowiem władca świata (tj. książę wszystkich próżnych pragnień i kłamstw), ale nie ma on nic do mnie” [Jan 14:30], tj. żadnych z tych śmiercionośnych pragnień. Jak wielka jest różnica między Bogiem a szatanem, taka też jest między próżnymi pragnieniami a miłością.

Miłość to Bóg. Tylko przez Boga można miłować stworzenie Boże. Nawet i najbrzydsze. Dlatego pierwsze przykazanie brzmi: „Będziesz miłował Pana, Boga swego”, a dopiero potem drugie „Będziesz miłował bliźniego swego”. Bez miłości do Boga każda inna miłość jest nierealna i nietrwała. Tak jak gorący wiatr nadchodzi i przechodzi, ustępując miejsca mrozowi. Nawet samego siebie człowiek nie umie miłować bez miłości do Boga. Jedynie przez miłość do Boga, człowiek może kochać siebie jako stworzenie Boże. O samolubstwie mówi św. Diodoch: „Kto siebie miłuje, ten nie może miłować Boga”

Kiedy Chrystus przykazał: „Będziesz miłował bliźniego swego”, nie myślał On, jak wielu, że należy miłować tylko dobrych i sprawiedliwych, i zdrowych, i wybitnych, ale również i niedobrych, i niesprawiedliwych, i chorych, i trędowatych, i garbatych, i ślepych, i szalonych, i wstrętnych, i obrzydliwych. Jednym słowem wszystkich tych, których On miłował i nikt inny. A jest to niemożliwe dla człowieka, który nie miłuje Boga i który przez miłość do Boga, jak przez niebiański pryzmat, nie rozpościera swojej miłości na wszystkich, których Bóg stworzył. Podobnie, gdy ktoś zakochany kocha nie tylko ukochaną osobę, ale i jej kalekiego krewnego i nie tylko jej nową jedwabną sukienkę, ale i jej szmaty.

Miłość to nie jedno z uczuć serca. Miłość to królowa wszystkich uczuć – szlachetnych i pozytywnych. Święty Teodor Edeski mówi: „Miłość prawdziwie jest nazwana matką cnót, głową praw i proroków”. Wszystkie pozostałe szlachetne i pozytywne uczucia są jak jej dworskie damy. Dlatego też i Apostoł pisze do Kolosan, że: „Miłość jest spójnią doskonałości” [Kol 3:14]. A do Tesaloniczan: „Pan zaś niech kieruje serca wasze ku Miłości Bożej” [II Tes 3:5]. Zaprawdę , miłość jest najkrótszą drogą do Królestwa Niebieskiego. Miłość niszczy odległość między Bogiem a człowiekiem.

Słuchaj teraz, córko, i tej tajemnicy. Bóg jest doskonałą osobą, dlatego też jest On i doskonałą miłością. Bóg jest doskonałą osobą, dlatego też jest On i doskonałą prawdą. Bóg jest doskonałą osobą, dlatego też jest On i doskonałym życiem. Z tego też powodu wypowiedział On słowa, które wstrząsnęły wszechświatem: „Ja jestem droga, i prawda, i żywot” [Jan 14:6], rozumiejąc pod słowem „droga” miłość. Dlatego miłość jako droga postawiona jest na pierwszym miejscu. Albowiem wyłącznie przez miłość osiągnie się prawdę i życie. Dlatego też jeszcze raz zostało powiedziane w Piśmie Świętym: „Jeśli kto nie miłuje Pana, niech będzie przeklęty!” [I Kor 16:22]. Jakże nie miałby być przeklęty ten, kto jest bez miłości, a więc i bez prawdy i życia? Sam się tym przeklął.

Ciało nie może ani miłować ani nienawidzić. Nie może ciało zakochać się w ciele, zdolność do miłości przypada duszy. Kiedy dusza zakocha się w ciele, to nie jest to miłość, lecz pragnienie, pożądanie. Kiedy dusza zakocha się w duszy, nie przez Boga, to jest to albo zachwyt, albo litość. Gdy zaś dusza poprzez Boga zakocha się w duszy, bez nie oglądając się na wygląd ciała (piękno, brzydotę), to wówczas jest to miłość. To jest prawdziwa miłość, moja córko. A w miłości jest życie.

Naukowiec przyciąga wiedzą, bogacz bogactwem, urodziwy urodą, fachowiec umiejętnością. Każdy z nich przyciąga ograniczoną liczbę osób. Jedynie Miłość przyciąga wszystkie ludzkie istoty. Atrakcyjność Miłości jest nieograniczona. I uczący się i nieuk, i bogaty i biedny, i wprawny i niewprawny, i piękny i brzydki, i zdrowy i chory, i młody i stary – wszyscy oni pragną być kochanymi. Chrystus rozpostarł swoją miłość nad wszystkimi i miłością przyciągnął do siebie wszystkich. Swoją miłością objął On również i martwych, których ciała dawno już zgniły i o których ludzie już zapomnieli.

I człowiek i nieboszczyk pragnie by go kochano. I po śmierci walczy przeciwko śmierci. Dlatego więc wielu trudzi się, by testamentami i fundacjami zabezpieczyć przychylność ludzi do siebie, nawet po śmierci. I żywy i martwy człowiek pragnie być kochanym. Krewni także mogą miłować swoich zmarłych bliskich. A Chrystus rzekł: „A gdy ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” [Jan 12:32]. Wywyższony na krzyż On, z miłości do wszystkich, swoją ofiarą pociągnął do siebie wszystkich, nawet dusze zmarłych z piekła. Przed Chrystusem, córko moja, nie istniała nauka o miłości, ani też religia miłości.

Apostoł miłości i rozumności, św. Jan pisze: „Nie miłujcie świata, ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” [I Jan 2:15]. I daje powód, dla którego nie należy kochać świata. Dlatego, że „wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała, i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki” [I Jan 2:16-17]. Zatem trzy: żądza ciała, żądza oczu i pycha życia (przede wszystkim z powodu wiedzy) – trzy prastare zgorszenia, którymi szatan zwiódł Ewę, ale nie Chrystusa.

Święty Antoni Wielki mówi: „Początkiem grzechu jest pożądliwość; początkiem zbawienia i królestwa niebieskiego jest Miłość”. Miłość i pożądliwość są sobie przeciwne. Kto pożądliwość nazywa miłością, grzeszy przeciw miłości. Gdyż miłość jest duchowa, czysta i święta, a pożądliwość jest cielesna, nieczysta i nieświęta. Miłość jest nierozdzielna od prawdy, a pożądliwość od iluzji i kłamstwa. Normalnie ujęta, prawdziwa miłość stale rośnie w siłę i entuzjazm, bez względu na człowieczą starość; pożądliwość natomiast szybko przemija, przechodzi w odrazę i często prowadzi do rozpaczy.

Co u zwierząt nie zasługuje na potępienie, wśród ludzi na potępienia zasługuje. Cała nasza wiedza o zwierzętach nie może nam wyjaśnić wewnętrznych uczuć zwierząt. My nie wiemy, co tkwi w nich w środku, lecz tylko to, co widać na zewnątrz. Natomiast z całą pewnością możemy powiedzieć, że żyją one według swojej natury, według zdolności i przeznaczenia Stwórcy, bez przerwy od zawsze, każde wśród swojego gatunku, i bezgrzesznie. Wśród zwierząt nie można nawet mówić o grzechu. Ale człowiek popełnia grzech, jeśli żyje według zwierzęcych pożądliwości. I w dodatku kiedy jeszcze te pożądliwości nazywa świętym imieniem Miłości! Ani też człowiek nie może opuścić się do poziomu zwierząt aby nie opuścić się niżej od zwierząt.

Jeśli ktoś mówi: „Ale przecież i człowiek musi żyć wedle natury”, my pytamy się wedle jakiej natury? Czy wedle tej pierwszej naczelnej, bezgrzesznej, rajskiej, jak Bóg stworzył człowieka, czy według tej drugiej, chorej, poniżonej, zaśmieconej demonami, oszpeconej wadami, umęczonej namiętnościami? Ponieważ Bóg nie stworzył człowieka, tak jak całą pozostałą przyrodę, lecz uczynił to w szczególny sposób. I ponad wszystkim dał mu władzę na pozostałą przyrodą. Tym właśnie człowiek w wyraźny sposób jest wyjątkowy spośród innej fizycznej przyrody, ryb, ptaków, zwierząt, i wyniesiony ponad wszelkie zoologie i nauki o małpach. Chrystus przyszedł aby odnowić tę pierwszą i prawdziwą naturę człowieczą. I jedynie ten, który żyje tą odnowioną naturą, rzeczywiście żyje według natury człowieczej. Zoologia jest pod nogami Antropologii.

Człowiek odnowiony Chrystusem żyje odnowioną naturą, odnowionym umysłem, sercem i wolą. Wszystkie te jego trzy niecki duszy są w nim zamoczone w kwasie Ducha Świętego. Aby w ten sposób wszystkie trzy jednakowo zawarły w sobie potrójną Miłość niebiańską, która „przewyższa rozum”. Dlatego też apostołowie mówią o „nowym człowieku” na podobieństwo Chrystusa. I dla tego ten sam apostoł mówi: „Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” [II Kor 5:17].

Aby stare przeminęło i stało się nowe; aby się zardzewiałe żelazo przeobraziło w błyszczącą stal; aby wzgórza nawarstwione nieczystością w rodzie ludzkim rzuciły się w otchłań – dla tego potrzebna była silniejsza od człowieczej moc i niepojęcie wielka miłość wobec stworzeń, pogardzanych nawet przez je same. Na ziemi nie było ani siły, ani takiej miłości, ani odwagi. Ona musiała nadejść z nieba. I nadeszła. Ponieważ: „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” [Jan 3:16]. Tak zstąpił z nieba Syn Boży, „Boża siła i Boża przemądrość”, aby miłością swoją ożywić zamarły świat.

Dwa razy ziemia zatrzęsła się od miłości Chrystusowej: pierwszy raz, kiedy w mękach umarł On na krzyżu, aby odkupić ród ludzki od grzechu i śmierci; drugi raz, kiedy uwolniwszy więźniów z Piekła zmartwychwstał w blasku i chwale. Te dwa wstrząsy były i przeminęły. Ale wstrząs ludzkich serc od płomieni Jego miłości przedłużony był, najpierw przez grupę Jego apostołów i ‘żon niosących mirrę’, następnie przez armię Jego dalszych zwolenników poprzez wszystkie wieki i na całej planecie ziemskiej. Rozpalony miłością Chrystusa, Jego niegdysiejszy prześladowca krzyknął: „wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” [Fil 3:8].

Ten sam Szaweł – Paweł pisze, jak gdyby błyskawicami, a nie piórem: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce. Ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” [Rzym 8:35-39]. Wiedz, córko, że wszystkie piekielne hordy cofną się przed człowiekiem, który ma taką miłość.

„Ogień przyszedłem rzucić na ziemię” [Łuk 12:49] powiedział Pan. To jest niebiański ogień miłości, w którym nie ma dymu, ani niczego cielesnego ni materialnego, ani pożądliwego ni nieświętego. Taką właśnie miłością napojeni i upojeni byli wszyscy apostołowie, podobnie jak i wielu świętych. Ich serca, pozbawione pragnień cielesnych i przemijających, wznosiły się tylko do Niego, jedynego Umiłowanego, nie domagając się od świata niczego i dając światu wszystko – dla Niego.

Taka pełna Miłość dotyczyć może tylko osoby, a nie jakiejś zasady, albo prawa, albo przyrody. Spójrz, i ziemska miłość – o ile może się ona nazywać miłością – związana jest z jakąś osobą, a nie zasadą, albo prawem, albo niemym tworem. Na próżno trudzili się mędrcy ziemscy, i przed i po Chrystusie, by przekonać ludzi do bezosobowego Boga. Lali wodę na sito. Ani też narody, które wierzyły w osobowego Boga albo bogów, nigdy nie miały wśród swojego panteonu jednego Boga z taką i tak wielką miłością, jaka w rzeczywistości objawiła się światu poprzez osobę Jezusa Chrystusa, Bogoczłowieka.

Miłość, którą Chrystus objawił światu, duszo moja, jest miłością z czasów „przed założeniem świata” [Jan 17:24]. Zatem ta Miłość nie jest czasowa, lecz wieczna, ani też nie jest zewnętrzna, lecz wewnętrzna. „Jestem w Ojcu moim, i wy we mnie, a Ja w was” [Jan 14:20]. A gdzie jest Syn, tam jest i Ojciec i Duch Święty. On pragnie swoją miłością wypełnić wszelką trójdzielną naturę człowieczej duszy. Mimo, że jest On gospodarzem, to jednak niczym skromny gość kołacze do każdego serca człowieczego. Ponieważ obdarował człowieka wolnością, również nie narzuca się. Szczęście temu, kto swoją wolność podporządkował Jego miłości: „Wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” [Obj 3:20]. Szczęśliwy ten, który chętnie otworzy serce Jezusowi, który przynosi mu miłość, a wraz z miłością i życie, i pokój, i radość.

Z powodu duszy człowieczej Pan Chrystus troszczy się o ciało człowiecze jako pojazd duszy. On karmi głodnych na pustyni, leczy cielesne choroby ludzi, ratuje ich od burz i wiatrów, oczyszcza ich ze złych duchów. On sięga do zaropiałych oczu ślepców, dotyka ręką trędowatych i zmarłych, prostuje skrzywionych i garbatych. I garbatych, córko moja, zapamiętaj. Najobrzydliwsze ciała nie są dla Niego obrzydliwymi, ani najpiękniejsze ponętnymi. On liczy się jedynie z duszami, które rosną i dojrzewają w cielesnych powłokach. Z duchowym owocem każdego ciała On się liczy. I wie On jeszcze, że często to najbardziej garbata jabłoń daje najsłodszy owoc. Zapamiętaj to córko.

Pan zna wartość ludzkich ciał. Czym jest ciało, powiedział On przez swoich proroków, apostołów i duchowych pieśniarzy: dymem który znika, trawą, która wysycha, kwiatem, który więdnie, prochem z prochów. Ludzie spoglądają na samochody przez swoją krótkowzroczność i próżność; na pojazd spoglądają, a nie na kierowcę. On natomiast najpierw patrzy na kierowców ukrytych w tych samochodach. Cała Jego troska i miłość skierowana jest na niewidzialnych kierowców w samochodach, tj. na duszę w ciele. A to, że naprawia On i czyści pojazdy, to jedynie z powodu kierowcy. To, że leczy i karmi On ciała ludzkie, to z powodu nieśmiertelnej duszy ludzkiej. Ponieważ: „cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?” [Mat 16:26].

Pan Jezus często powtarza napomnienie dane ludziom, by nie martwili się o jedzenie, i picie, i ubranie. To jest główne zmartwienie bezbożników, a nie Jego zwolenników. Nie godnym synów Bożych jest to, by to co najważniejsze dla zwierząt, było najważniejszym i dla ludzi. Ten kto wezwał nas na ten świat jako swoich gości, wie czego nam potrzeba i zadba o nas. Albo też to, byśmy myśleli, że Bóg jest gorszym gospodarzem od człowieczych gospodarzy? Oby tak nie było. Ze wszystkimi swoimi troskami o ciało, nie możemy je uchronić od starości, chorób, śmierci i rozkładu. Wiemy, że Wszechmogący, który nasze dusze odział w to przedziwnie utkane i wyhaftowane ciało z ziemi, które uważamy za drogocenne, a On za bezwartościowe, odzieje nas po śmierci w nieporównywalnie piękniejsze ciała – nieśmiertelne i nierozkładalne, które ani nie będą chorować, ani starzeć się. Obiecał to uczynić Ten, który nas z czystej miłości stworzył i który oczekuje miłości, jako odpowiedzi na miłość.

Miłość do Boga przepędza wszelki strach z duszy, z wyjątkiem strachu przed grzechem. Tak, miłość potęguje strach przed grzechem. Strach przed grzechem to również strach przed Bogiem. Wielcy miłujący Boga nie bali się ani ludzi, ani zwierząt, ani biedy, ani śmierci. Cieszyli się nawet z cierpień za Tego, który za nich przecierpiał, aby tylko być podobnymi do Niego. I pragnęli jak najszybciej umrzeć i zostawić ten świat aby jak najprędzej być z umiłowanym Panem. Apostoł świadczy o tym: „Jesteśmy więc pełni ufności – mówi - i wolelibyśmy raczej wyjść z ciała (kierowca z pojazdu) i zamieszkać u Pana” [II Kor 5:8]. Ponieważ byli przekonani, że kiedy dusza porzuci ów śmiertelny, cielesny namiot zamieszkają w „domu w niebie, nie rękoma zbudowanym, wiecznym”. I dodaje: „dlatego też w tym doczesnym wzdychamy” [II Kor 5:1-2].

Nie jakiś ziemski, lecz niebiański przykład miłości proponuje Chrystus słowami: „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca mego i trwam w miłości Jego” [Jan 15:10]. A wszystkie Jego przykazania zawierają się w jednym „Miłujcie”. Pozostałe zaś wszystkie Jego przykazania, takie jak: przykazanie o modlitwie, jałmużnie, pokorze, czystości, cierpieniu, ofierze, odwadze, nie troszczeniu się o nic, przebaczeniu, czuwaniu, radości i inne, są pojedynczymi promieniami miłości. Kto zdobędzie królową cnót, zdobędzie i całą świtę królowej.

We wszystkich księgach Nowego Testamentu miłość postawiona jest ponad wszystkimi innymi cnotami i przykazaniami, jako wszechobejmująca. Znane są słowa apostoła Pawła o miłości: „Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się. Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego. Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy. Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje (...). teraz więc pozostaje wiara, nadzieja miłość, te trzy; lecz z nich największa jest MIŁOŚĆ” [I Kor 13]. Piękniejszy hymn o miłości nigdy nie został wypowiedziany językiem człowieczym.

Kiedy boska Miłość przybywa do serca człowieczego, razem z nią przychodzi wszystko, wszystko, moja córko: i mądrość, i siła, i czystość, i miłosierdzie, i sprawiedliwość, i odwaga, i wytrzymałość, i jasnowidzenie, i spokój, i wesołość, i wszelkie dobro. I jest to zupełnie logiczne. Albowiem Bóg, który z miłości do nas „własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał (na męki i śmierć), jakżeby nie miał wespół z nim darować nam wszystkiego?” [Rzym 8:32]. Cała historia Cerkwi to potwierdza. Oświeceni miłością Chrystusową prości ludzie stali się mędrcami, tchórze męczennikami, rozpustnice świętymi, skąpcy dobroczyńcami, królowie i bogacze sługami Chrystusowymi, wilki barankami, a baranki lwami. Cudotwórcza siła Chrystusowej Miłości nie znikła wraz z Jego odejściem, lecz jeszcze się pomnożyła, bardzo się pomnożyła.

Całą swoją miłość Chrystus dał ludziom. Dlatego też i On oczekuje pełnej ich miłości. Również twojej, duszo miła. Nie tylko nie cierpi On , gdy nasze serce rozdarte jest pomiędzy Boga i Mamonę, lecz domaga się czegoś, co wydaje się być czymś zupełnie przeciwnym naturze ludzkiej. „Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien” [Mat 10:37], i wzmacnia to jeszcze „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego, i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim” [Łuk 14:26]. Oczywiście, że nie jest to możliwe dla każdego człowieka, za wyjątkiem tego, który otworzy swoje serce do Boga; wówczas to Wszechmogący uczyni niemożliwe możliwym. „Miłość w istocie nie ma niczego oprócz Boga, dlatego, że Bóg jest Miłością” pisze święty Nil Synajski.

Dopóki człowiek nie znienawidzi swojej starej sukni, nie może zapragnąć nowej. Jak chcemy stać się „nowym stworzeniem w Chrystusie”, „nowym człowiekiem”, „synami światłości”, jeśli nie znienawidzimy swojej starej, grzesznej duszy, która będąc niewolnikiem ciała stała się bardziej ciałem niż duchem? Stary człowiek cały jest w strachu przed Bogiem. Strach dla niego jest początkiem i końcem. U nowego człowieka strach jest początkiem, a Miłość końcem. Śmierć za miłość Chrystusa jest gwarancją życia wiecznego.

Ktokolwiek oddali się od Miłości Chrystusowej, popada w szaleństwo ludzkich żądz, które nie znają umiaru ani nie ma ich liczby. Oświeconymi miłością, natomiast nie władają cielesne pragnienia, lecz są obojętni na wszelkie wdzięki tego przemijającego świata. Oni „używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata” [I Kor 7:31]. Spoglądają na to, co się nie widzi, a nie na to co się widzi. Ich spojrzenie stale jest skierowane ponad grobami na Tego, który ich miłuje i czeka na nich w pięknościach i radościach „czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło” [ I Kor 2:9]. Tam jest końcowy cel naszej podróży i naszych wysiłków. Krótkie widoki są widokami fałszywymi.

Nie można mieć prawdziwej i ciągłej miłości do Boga, dopóki nie ma się miłości do Chrystusa, ani też nie można mieć miłości wobec bliźnich, póki najpierw nie ma się miłości wobec Chrystusa. Powtarzamy to i powtarzać będziemy. Tak jak zostało powiedziane: „ W świecie Twoim ujrzę świat”. Można też tak powiedzieć: Przez Twoją miłość i my miłujemy. Jedynie przez Miłość Bożą, wcieloną w Chrystusie, możemy prawidłowo miłować i Boga, i siebie, i swoich bliźnich, nawet i nieprzyjaciół. Albowiem także za naszych nieprzyjaciół Chrystus umarł. Wyłącznie z powodu tej wielkiej ceny, którą Chrystus odkupił naszych nieprzyjaciół, zostało nam umożliwione miłować ich, błogosławić i modlić się za nich. Wszystko dla Chrystusa, a nie dla nieprzyjaciół. Boski Maksym Spowiednik pisze: „Kto miłuje Boga, ten nieuniknienie miłuje i bliźniego”. My dodajemy: Ani też Boga nie może miłować ten, który nie miłuje Chrystusa, wcielonego Syna Bożego. W Nowym Testamencie objawione zostały światu dwa podstawowe dogmaty: Święta Trójca i Wcielenie Syna Bożego. Miłość spoczywa na owych dwóch dogmatach.

Bóg pobłogosławił małżeństwo, najpierw w Raju, a potem w Kanie Galilejskiej. Po zawarciu małżeństwa dwa ciała stają się jednym ciałem; dwie dusze „nierozdzielne i neslijane”. Dwie świątynie Ducha Świętego pod jednym dachem. Dlaczego Bóg jednoczy dwa ciała w jedno? Ponieważ „łatwiej jest na drodze dwóm aniżeli jednemu”. Ponieważ poprzez małżeństwo zostaje pohamowana nieczysta żądza za ciałem, celowym niecelowo. Ponieważ pomnażaniem rodu ludzkiego umożliwia się mnóstwo zbawionych przez ofiarę Chrystusa. Ponieważ cielesne małżeństwo męża i żony, połączone w miłości i pobłogosławione przez Cerkiew, jest najwyrazistszym symbolem Chrystusowego duchowego małżeństwa z Cerkwią i z każdą chrześcijańską duszą. I między pierwszymi uczniami Pańskimi, apostołami i żonami niosącymi mirrę, byli i związani małżeństwem i wolni.

Monastycyzm w idei jest ponadnaturalny, anielski. W licznych przykładach okazało się to, i okazuje, również w praktyce ponadnaturalne i anielskie. Ale według słów Pana: „nie wszyscy mogą przyjąć się do tych, którym zostało to dane”. Których wzrok wyraźnie jest skierowany na Królestwo Niebieskie; których serce jest otwarte wyłącznie dla miłości Chrystusowej; dla których, miłym jest wspinanie się po stromych duchowych skałach do wysokości nieba i którzy odczuwają przywołanie przez łaskę i moc Bożą – to właśnie oni przyjmą bez strachu i bez oglądania się. Takim Chrystus dodaje odwagi na monastyczne życie słowami: „Kto może przyjąć, niechaj przyjmuje”. Masz szczęście, córko, że mogłaś przyjąć to, czego wszyscy nie mogą, że się określiłaś za niepodzielną Miłością.

Myśl o bezżeństwie w imię Pańskie i służbie Panu mocno akcentuje ap. Paweł, nieżonaty apostoł, mówiąc (ale nie nakazując): „Wolałbym, aby wszyscy ludzie byli tacy, jak ja”. I powtarza: „A mówię tym, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz wdowom: Dobrze zrobią, jeśli pozostaną w tym stanie, w jakim ja jestem” [I Kor 7:7-8]. Ilekroć apostoł pochwala bezżeństwo dla Pana, tyleż razy osądza bezżeństwo z powodu pragnień cielesnych. W pierwszym przypadku miłość do Pana zastępuje wszystkie pragnienia cielesne, a w drugim pragnienia i żądze przepędzają miłość i zajmują jej miejsce.

Monastycyzm nie jest regułą lecz wyjątkiem, ale wyjątkiem bez której Cerkwi Chrystusowej nigdy by nie było, ani nie będzie. Podobny jest nieregularnym czasownikom (np.: „być”), bez których mowa byłaby niedoskonałą.

Olbrzymią surowość monastycznego życia w Cerkwi Prawosławnej mogli wytrzymać tylko ci, którzy żywili wielką miłość do Pana. Dlatego stali się oni „latarniami świata” oraz „ziemskimi aniołami i niebiańskimi ludźmi”, przykładem modlitwy i postów, prawdziwej wiary i czystości. „Kto miłuje rozmowę z Chrystusem, ten kocha być osamotniony” mówi święty Izaak Syryjczyk. W osamotnieniu rozmowa miłości z Miłością.

W „Żywotach świętych” znajdujemy niezwykłe przykłady, gdzie młoda para zgodnie przedłuża życie w dziewictwie niczym brat i siostra (Galaktion i Epistima, Aleksy Boży Człowiek i inni). Wedle proroctwa Pawła „winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli” [I Kor 7:29]. Zwycięzcy cielesnych pragnień pokonali węża, który zwyciężył Ewę w raju.

O życiu małżeńskim wystarczająco dużo i jasno jest napisane w Nowym Testamencie. Święci apostołowie, z miłością ojcowską i surowością, napominają i mężów, i żony, i dzieci. Zwierzchnictwo męża nad żoną zrównuje się ze zwierzchnictwem Chrystusa nad Cerkwią [I Piotr 3:1-8]. Miłość męża do żony powinna być podobna miłości Chrystusa do Cerkwi [I Tym 2:9-15; 5:1-15], dla której On siebie złożył w ofierze [I Kor 7:1-16]. Zamężna kobieta „dostąpi zbawienia przez macierzyństwo, jeśli trwać będzie w wierze i w miłości, i w świątobliwości, i w skromności [I Tym 2:1-6; I Kor 7:7-8; 32-40]. A która żyje pośród rozkoszy cielesnych żywa jest martwą”. Dzieci niech szanują i słuchają swoich rodziców. Nie ma związku bez obowiązków.

Tak jak uświęcone małżeństwo symbolizuje Chrystusową jedność z Cerkwią i Chrystusowe duchowe małżeństwo z duszą każdego wiernego, tak znowu z drugiej strony cudzołóstwo i nierząd symbolizują satanizm, zdradę Miłości Bożej, zerwanie jedności z Bogiem. I jest to zgodne z wolą szatana, który pragnie oszukać i unicestwić Miłość Bożą w ludziach. Ohydną dla niego jest czysta niebiańska Miłość, a przyjemną – cielesna żądza we wszelkiej nieczystości. „Bezowocne uczynki ciemności” [Efez 5:11] – to jest jego przynęta, którą zwabia ludzi do piekła.

W Bożym Piśmie Świętym często cudzołóstwem i nierządem nazywa się odejście od jedynego Boga i oddanie hołdu bożkom. Prorocy i apostołowie gromowładnie potępiają oba te haniebne grzechy jako zabijanie duszy. Niechby mąż zdradził żonę, niechby oddał hołd bożkom, w obu przypadkach on odstąpił od Boga i stworzył to, co sprawia diabłu przyjemność. Miłość nie ma nic wspólnego z cudzołóstwem i nierządem. Obie te rzeczy tylko udają miłość.

Istnieje pewne przestępstwo przeciwko Miłości, równie ciężkie jak cudzołóstwo i nierząd, a nawet cięższe. Jest nim sprzeciwianie się woli Bożej przez obłudnych zwierzchników narodowych, którzy głośno deklarują swoją miłość do narodu, a w duszy gardzą narodem. Pod formą prawa grabią oni i uciskają naród, oraz odrzucają „sprawiedliwość, i łaskę, i wiarę”. Są to ci, którym Bóg przeszkadza, a Chrystus dokucza, więc chytrze czynią wszystko, by oddalić naród od Boga i ukrzyżować Chrystusa. To najwięksi wrogowie narodu, którzy prześladują i zabijają prawdziwych przyjaciół narodu. Tylko ich Chrystus postawił przed nierządnicami i celnikami, mówiąc faryzeuszom: „Zaprawdę powiadam wam, że celnicy i wszetecznice wyprzedzają was do Królestwa Bożego” [Mat 21:31].

Błoga wonność Miłości! Kiedy palimy kadzidło, myślimy o błogiej wonności niebiańskiej Miłości. Święty Duch jak niebiański ogień wnosi ciepło miłości w serca ludzkie, a jak świeży wiatr rozpędza smród grzechów i szerzy wonność Chrystusa po świecie. Tę wonność nosili w sobie wszyscy święci. Ludzie czuli ją i od żyjących świętych i od ich relikwii. Mówi o tym Apostoł: „myśmy wonnością Chrystusową”, wonnością poznania prawdy i słodyczy Miłości [II Kor 2:14-16].

W cerkiewnych pieśniach wspomina się „błogą wonność Raju”. Ta wonność wypełniała jak Pana tak i przez Pana również wszystkich Jego zwolenników , którzy smród cielesnych pragnień zastąpili błogą wonnością świętej Miłości Bożej. Wonność Chrystusa natomiast nie działa jednakowo na wszystkich, lecz „dla jednych jest to woń śmierci ku śmierci, dla drugich woń życia ku życiu” [II Kor 2:16]. Albowiem jedni odpędzają tę wonność smrodem grzechów, a inni ją chronią do końca, strzegąc nad swoim sercem i starając się sprawiać we wszystkim przyjemność Chrystusowi z miłością i przyjąć do siebie „błogą wonność Raju”.

„Albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą” [II Kor 11:2], pisze Paweł do Koryntian, pogrążonych w cielesnych pragnieniach i wszeteczeństwie. Jest to zadaniem Cerkwi; mianowicie, oczyścić wiernych z wszelkiego brudu grzechów i namiętności oraz uczynić je czystymi i świętymi dziewczętami, niewiastami przeczystego i przenajświętszego Chrystusa Króla. Święty Teognost pisze: „Nie ma drugiego tak wielkiego wyczynu [‘podwig’], jakim jest wyczyn mądrości i dziewictwa. Ci, którzy uczciwie utrzymają małżeństwo, wywołają cudownych aniołów i zdobędą wieńce męczenników”. W serbskiej poezji ludowej mówi się o „wonności duszy dziewczęcej”. To jest wonność czystości i świętości, córko moja.

Na Wschodzie ludzie potrafią odróżniać wonność duszy ochrzczonej od duszy nieochrzczonej. Pszczoły po zapachu wyczuwają człowieka czyniącego zło i od razu napadają  na niego. Dzikie zwierzęta podchodziły do świętych mężczyzn i kobiet i przymilały się do nich. Czuły zapach miłości. „Cóż dopiero, że apostołowie nie czuli tej nieziemskiej wonności miłości” [Filip 4:18]. Bóg nie mógł znieść zapachu ofiar obcych gwałcicieli praw i obłudników. Ofiary nie są winne [Izaj 1:13]. Ofiary pachniały swoim naturalnym zapachem, tak jak i zawsze. Ale dusze tych, którzy ofiary składali śmierdziały brzydkim zapachem.

Miłość wiele wybacza. I dla miłości wybacza się wszystko. Pełne dumy usprawiedliwianie samego siebie jest przeciwne miłości. Faryzeusz Szymon wyśmiał Jezusa, że Ten pozwolił kobiecie jawnogrzesznicy by mu obmyła nogi swoimi pokutnymi łzami i wytarła je swoimi włosami (przyznając się, że ma tyle grzechów co włosów na głowie). Jezus zganił faryzeusza mówiąc: „Wybaczone zostały jej liczne grzechy, gdyż wielką miłość miała”. Miłość względem kogo? Względem Jego, który był na drodze na Golgotę by i jej grzechy, jak i całego świata, zmyć łzami i krwią.

Chrystus, z miłości, pragnie nas, a nie nasze. A ludzie z powodu niedostatecznej miłości pragną bardziej coś Jego aniżeli Jego samego. Żądają od Niego i chleba, i deszczu, i mnogości owoców, i zdrowia, i wszystkiego ziemskiego. I On wszystko to daje ze smutkiem, że nie pragną Jego. Zapominają, że gdy Jego otrzymają, otrzymają wszystko razem z Nim. Apostoł rzekł mu: „wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” [Filip 3:8]. Z drugiej zaś strony pisze on do wiernych: „nie szukam bowiem tego, co wasze, ale was samych” [II Kor 12:14].

Miłość i posag nie idą w parze. Gorzko tego doświadczyłaś, córko moja. Żądanie posagu – nieobecność miłości. W troparze do świętych dziewic męczennic, prawosławny hymnograf cudownie opisał ich miłość do Chrystusa: „Jagnię Twoje, Jezusie, krzyczy wielkim głosem, Ciebie, Oblubieńcze mój miłuję, i pragnąc Cię, dla Ciebie cierpię – i umrę za Ciebie bym żyła z Tobą; i jako ofiarę niewystępną przyjmij mnie, która z miłości ofiaruje się dla Ciebie”. To jest to, czego Chrystus oczekuje od swoich niewiast: ich dusz z płomieniem miłości, a nie żadnego posagu. Ci trzej twoi narzeczeni, córko moja, nie chcieli siebie ofiarować tobie, lecz sprzedać.

O Chrystusie jako oblubieńcu i Jego mistycznym (tj. duchowym) małżeństwie z duszami pojedynczo i z Cerkwią jako całością dużo się pisało w prawosławnej Teologii. W przypowieści o małżeństwach królewskiego Syna, Chrystus w widoczny sposób myślał o sobie jako również o Synu Króla i Oblubieńcu. A to, że mówił o małżeństwach a nie o małżeństwie, to dlatego, że oczekuje On ślubu z wieloma duszami ludzkimi, które Jego w tym życiu miłować będą tak samo jak On je. Nie wszyscy wezwani przyjmą zaproszenie, ponieważ są zbyt spętani cielesnymi pragnieniami i zaślubieni są z ziemią. Ale i bez nich „stoły napełnią się gośćmi”. Tak napełni się Królestwo Niebieskie. Łożnica Chrystusowa, duszami wiernymi Jemu i miłującymi Go. A kto będzie nieobecny, będzie nieobecnym nie dlatego, że nie otrzymał zaproszenia, ale dlatego, że z własnej woli nie chciał przyjąć zaproszenia.

Jakiekolwiek są ludzkie losy na ziemi, jakiekolwiek intrygi i przeszkody szatana i bezbożników, ilekolwiek będzie w czasach ostatecznych odejść od prawdy i miłości Chrystusowej, Królestwo Chrystusowe bezwarunkowo napełni się. Czyż On, który nas uczył, że kiedy chcemy zbudować wieżę, należy najpierw przeliczyć, czy będziemy mogli ją skończyć – czyż On, z góry nie przeliczył jak napełnić swoje Królestwo? Cerkiew jest Jego ciałem. Jakimże było by ciało bez wszystkich swoich części i cząstek aż po najdrobniejsze komórki? Dlatego też Pan pragnie wielu skruszonych grzeszników i grzesznice oczyścić i odrodzić, tak, aby godnie mogły nazwać się Jego niewiastami. Ale jedynie pokuta jest początkiem osobistego wysiłku na spotkanie z Bożą łaską.

Tak jak rodzice cieszą się, kiedy ktoś kocha i sławi ich dzieci, tak i Pan cieszy się kiedy ludzie kochają i czczą Jego świętych. To tak jakby Jego samego czcili. „Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje”, rzekł On. I kto czci świętych Chrystusa, czci Chrystusa. Święci wysławiali swego Pana świętą miłością na ziemi i w licznych pokusach utrzymali Jego przykazania. Tak zwyciężyli najwyrazistszą bestię nienawiści i złośliwości, pierwszego człowiekobójcę. I nie pragnąc niczego dla siebie na ziemi, otrzymali wszystko w niebie. Tak zostało przyrzeczone (nie przez fałszywe usta człowiecze, lecz przez najprawdziwsze usta Boże): „Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem” [Obj 21:7].

Kto zwycięży? Ten, kto wie, że jest częścią ciała Chrystusowego i utrzyma swoje ciało wraz z duszą w świętości, nie jak swoje lecz jak Chrystusowe. Ten kto spogląda na Chrystusa rozpiętego na krzyżu i mówi do siebie: Oto jest ten, który mnie miłuje więcej, niż matka moja; Jego cierpienia są z powodu moich grzechów, a Jego krew dla mojego oczyszczenia i zbawienia. Zwyciężą wszyscy ci, którzy zawczasu przyozdobią swoje dusze drżącą miłością do wiecznego Oblubieńca Chrystusa. Tak, wszyscy którzy zachowają otrzymane zaproszenie na niebiańską wieczerzę Baranka Bożego. „Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka” [Obj 19:9]. Zaproszeni oraz ci, którzy zaproszenie przyjęli. Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości, Miłość pełnią i szczytem mądrości.

Wszyscy ludzie są zaproszeni i Bóg pragnie, aby wszyscy przyjęli to zaproszenie. I wielu, bardzo wielu już je przyjęło w przeciągu minionych wieków, i wielu jeszcze przyjmie. Będzie to tak wielki sobór, jak gdyby piasek ożył i stał się ludźmi. Sobór ten opisuje Jan – ten, który ujrzał tajemnicę: „Potem widziałem, a oto tłum wielki, którego nikt nie mógł zliczyć, z każdego narodu i wszystkich plemion, i ludów, i języków, którzy stali przed tronem i przed Barankiem, odzianych w szaty białe, z palmami w swych rękach” [Obj 7:9]. To świętowanie, ta radość, ani nie jest znana ziemi, ani jej dostępna. To jest świętowanie Miłości, która zaprawdę przewyższa wszelki umysł i wszelką wyobraźnię. To jest niezmierzenie niepoliczalne Królestwo Chrystusowe.

Bądź ostrożna, córko moja, i nie pomyl się. Jak wielka jest miłość Baranka do tych, którzy ze strachem i miłością ustrzegli Ojcowskiego zaproszenia na wesele Syna, tak straszny jest gniew Baranka względem tych, którzy zaproszenie przyjęli, ale nie odpowiedzieli; albo je zwrócili, albo podarli, a zapraszających – apostołów, misjonarzy, duchownych – wydali na męki. Albowiem kiedy Baranek Boży zwycięży wszystkie bestie, w ludzkiej i nieludzkiej postaci i objawi się światu, wtedy będą przerażająco krzyczeć „do gór i lasów: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem tego, który siedzi na tronie, i przed gniewem Baranka” [Obj 6:16-17]. Sprawiedliwa, ale i straszna jest zemsta zdradzonej Miłości.

Kiedy jeden z małżonków zdradzi wierność małżeńską, jak wiele gniewu, jak wiele nienawiści, jak wiele krzyków po sądach! Tymczasem, żaden z małżonków nie poświęcił wcześniej dla swojego małżeńskiego partnera ani oka, ani jednej ręki, ani jednego palca. A jednak tak wielki gniew. A Chrystus oddał całe swoje ciało na zniszczenie, całą krew swoją by się przelała za każdą duszę człowieczą. Jego gniew przeciw zdrajcy Miłości, którą On krwią i śmiercią przypieczętował, jest nieporównywalnie bardziej uzasadniony od gniewu każdego małżonka na ziemi. Symeon Nowy Teolog mówi: „Jeśli dusza jawnie albo w tajemnicy zamieni miłość do Oblubieńca Chrystusa na miłość do jakiegokolwiek innego przedmiotu, staje się niemiła i znienawidzona przez Oblubieńca” Potrudź się, córko moja, by nauczyć się miłować Chrystusa ponad cały świat i ponad wszystko w świecie i ponad siebie samą.

Miłości nie potrzeba prawa. Miłość jest Prawem nad prawami. To jest Nowe Prawo, albo Nowy Testament Chrystusa. „Wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują” – sławi apostoł [Rzym 8:28]. Na drodze Miłości może być wiele przeszkód i trudności, ale wedle słowa Bożego i wedle doświadczenia ludzkiego ta droga nieomylnie prowadzi ku największemu dobru.

Wiele ci napisałem, córko Boża, a wszystko to można pokrótce tak powiedzieć: „Jeżeli miłujesz Pana Jezusa Chrystusa, wypełniłaś obydwa wielkie przykazania o Miłości. Albowiem On jest Bogiem, i On jest naszym bliźnim. Tak, naszym najbliższym Bliźnim. O Nim traktują oba przykazania o Miłości i przede wszystkim do Niego osobiście się odnoszą. Ludziom w dawnych czasach nie było dane miłować niewidzialnego Boga. Jezus Chrystus jest objawionym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. Bogoczłowiek, który objawił się jako Bóg Miłości i jako Człowiek Miłości wycierpiał za naszą miłość. Zaprawdę, powiadam ci, takiego Boga i takiego Bliźniego bardzo łatwo jest miłować. A poprzez Niego wszystko Jego”.

O duszo moja, wkrótce wszystko zostawisz i wszyscy ciebie zostawią. Przyjaciele zapomną o tobie. Bogactwo nie będzie ci potrzebne, uroda zwiędnie, sił zabraknie, ciało zgnije, a dusza znajdzie się w ciemności. Kto poda ci rękę w ciemności i samotności? Jedynie Chrystus Miłujący Człowieka, jeśli za życia umiłowałaś Go sobie. On wyprowadzi cię z ciemności na światłość, i z osamotnienia na Niebiański Sobór. Myśl o tym dzień i noc, i według tego postępuj. Niechaj ci Chrystus Pan, Król Miłości będzie na pomoc. Amen.

Uwaga: Ów tekst poświęcam mojej duchowej córce, mniszce Kasijanie, do czytania i rozmyślania nad tym, co jest największe na niebiosach i na ziemi.

 Pokorny sługa Boży
     + Kalistrat
 

© Copyright by Świat prawosławia 2002r.